Historia Repliki Polskich Insygniów Koronacyjnych

IDEA ODTWORZENIA REGALIÓW

Odrodzona Polska w okresie międzywojennym była jedynym krajem w środkowej Europie, który nie posiadał własnych regaliów. Chlubiły się nimi Czechy, Węgry i inne państwa. Przez całe stulecia regalia służyły Rzeczypospolitej Obojga Narodów, a w okresie niewoli le­genda koron podtrzymywała naród polski w wierze w zmartwychwstanie Ojczyzny. Teraz, kiedy Polska jest na nowo wolnym krajem, znów można było pomyśleć o legendarnej „Koronie Chrobrego”, którą w październiku 1795 r., wraz z pozostałą zawartością Skarbca Koronnego, zrabowali, a następnie wywieźli z kraju pruscy okupanci.

Idea odtworzenia insygniów koronacyjnych polskich królów zaczerpnięta została od prof. Karola Estreichera, który jeszcze przed drugą wojną światową nosił się z zamiarem rekonstrukcji tzw. „Korony Chrobrego”. Adam Orzechowski – antykwariusz z Nowego Sącza, jako student historii Uniwersytetu Jagiellońskiego słuchał wykładów prof. Estreichera o historii królewskich koron. Wtedy to zakiełkowała mu myśl, że byłoby wspaniale zrekonstruować „Koronę Chrobrego”. Decyzję podjął, gdy kupił kilka złotych pruskich talarów na które, według pisemnych relacji, przetopiono w 1811 r. zrabowane polskie insygnia koronacyjne.

Okazało się, że rekonstrukcja jest możliwa dzięki królowi Stanisławowi Augustowi Poniatowskiemu, który po swojej koronacji polecił dokładnie opisać insygnia. Precyzyjne rysunki stroju koronacyjnego – przechowywane obecnie w bibliotece Uniwersytetu Warszawskiego – wykonał Krzysztof Józef Werner. Ten sam artysta namalował potem portret króla Stasia, który możemy dzisiaj podziwiać na Zamku Królewskim w Warszawie. Jest to jeden z dwu istniejących obrazów na których pokazano „Koronę Chrobrego”.

Gdy w 1320 r. król Władysław Łokietek, po zjednoczeniu Królestwa Polskiego, przygotowywał się do koronacji po latach dzielnicowego rozbicia kraju, nie posiadał żadnych regaliów. Łokietek musiał zamówić nowe insygnia koronne. Wykonana wówczas korona przeszła później do historii jako „Korona pierwsza orginalis sive privilegiata (oryginalna, czyli uprzywilejowana)”. Regalium to miało podkreślać tradycje państwa polskiego i stało się z czasem najważniejszą i najcenniejszą ze wszystkich koron. Koronowali się nią wszyscy władcy (z kilkoma wyjątkami) od Łokietka do Stanisława Augusta, który uczynił to ostatni, bo później zagarnęli ją Prusacy. Adam Orzechowski należy do tych pasjonatów, którzy wierzą, że tak się nie stało. Ma nadzieję, że kiedyś okaże się, iż mimo wszystko polscy patrioci w ostatniej chwili zdołali gdzieś ukryć symbol naszej suwerenności. Orzechowski skontaktował się z prof. Michałem Rożkiem z Krakowa – specjalistą od insygniów – który przywykł już do takich „pasjonatów”. „Ja wierzę w dokumenty, a nie przeczucia – skwitował to prof. Rożek ­– a dokumenty opisują wywiezienie koron i ich zniszczenie.” To też początkowo, gdy w 2002 r. Adam Orzechowski zadzwonił do krakowskiego profesora, odniósł się on sceptycznie do „zapaleńca”. „Sytuacja zaczęła się zmieniać w miarę następnych kontaktów – wspomina Orzechowski – i w końcu profesor dał się zapalić do mojego pomysłu.” Kontakt ten był niezbędny do uzyskania naukowych konsultacji przy odtworzeniu korony. Pośród osób u których p. Adam zasięgał rady byli także: Roman Bobrow – kustosz Muzeum Narodowego w Warszawie, Wojciech Bochniak – konserwator złotnictwa w Muzeum Narodowym w Krakowie i o. Jan Golonka – kustosz skarbca klasztoru paulinów na Jasnej Górze.  A było się nad czym zastanawiać. Przekazy ikono­graficzne „Corony Privilegiaty" pochodzą dopiero z XVIII w. Sportretowanie króla Stanisława Augusta w koronie i stroju koronacyjnym zaraz po koronacji wykonał, jak to już wspomniano, nadworny malarz Krzysztof J. Werner. On też wykonał dwa rysunki ukazujące części korony. Bardzo wiernie przedstawił to insygnium. Korona Stanisława Augusta miała 8 segmentów – „porcji”. Segmenty te łączyły zawiasy i sztyfty, tworząc okrąg. Kolejny, 9-ty segment, służył do ewentualnego powiększenia obwodu korony w celu dopasowania jej do głowy koronowanego. W inwentarzu Skarbca Koronnego z 1730 r. każdy segment korony opisano bardzo dokładnie. Rzecz w tym, że na każdym segmencie kamienie rozmieszczono identycznie, a szczegółowy rysunek Wernera przedstawił ten segment – lecz bez kolorów, które naniesiono dużo później. Fakt ten miał wielkie znaczenie przy odtwarzaniu korony. Lustracja z 1609 r. Łokietkowej „Korony Chrobrego” wymienia w każdym z 9 segmentów po: 11 większych kamieni, 20-24 mniejszych i 10 pereł. Mniejszy segment miał 18 kamieni większych i 11 pereł. Inwentarz z 1730 r. opisuje kamienie dokładnie: 11 pereł i 36 kamieni, z których 11 – to „rubiny wielkie", 7 – inne rubiny i 3 szafiry „większe”, pozostałe mniejsze. Zwróćmy uwagę na występujące tu różnice. Wprawdzie rysunek pierwszego segmentu (powtarzalnego) ukazywał to szczegółowo, lecz brak kolorów mógł powodować pewne wąt­pliwości. Istotny był sposób mocowania kamieni, najprawdopodobniej dawniej mocowano je „łapkami”, jak w czeskiej koronie św. Wacława.

Polską koronę koronacyjną „Chrobrego” przedstawił też malarz Marcello Bacciarelli na portrecie Bolesława Chrobrego z Pokoju Marmurowego na Zamku Królewskim w Warszawie. Kształt korony jest tu iden­tyczny jak w innych przekazach ikonograficznych, ale inny jest układ i rodzaj kamieni. Kształt lilii wieńczą rozetki z trzech, a nie czterech pereł, a rozety w dolnej części korony składają się z wielkich kamieni otoczonych perłami. „Wielkie kamienie” to wyłącznie szafiry, podczas gdy lustracja z 1730 r. i obraz Wernera pokazuje, że w każdym segmencie korony, w środku rozety, był na przemian rubin i szafir.

Powstaje pytanie skąd te różnice? Czy to Bacciarelli niedokładnie przedstawił wygląd korony, a może uczynił tak Werner? Sprawę tę wyjaśnił prof. Jerzy Lileyko z Warszawy. Bacciarelli, malując portrety królów, przeprowadził wnikliwe studia historyczne i ikonograficzne, ponieważ król Stanisław August, miłośnik sztuki, domagał się od swoich malarzy wierności dla detali. Dla potrzeb Bacciarellego wypożyczano przedmioty ze skarbca, a malarz robił studia rysunkowe, co trwało parę lat. Gdy w 1764 r. przywieziono z Wawelu insygnia koronne do Warszawy okazało się, że „korony potrzebują reperacji”. Zabrakło wówczas czasu i dokonano tego po koronacji. „Corona Privilegiata” została na polecenie Stanisława Augu­sta „ozdobiona”, co udało się zrobić przed powstaniem wizerunku Chrobrego wykonanego przez Bacciarellego. Wtedy też zmieniono rodzaj i rozmieszczenie niektórych kamieni. Ta nowsza dekoracja zakłóciła nieco gotycką jedność stylową korony Łokietka, ale dodawała jej wyraźnie wspaniałości. Te ustalenia pozwalają stwierdzić, że Bacciarelli przedstawił koronę zgodnie z rzeczywistością (w nowym ozdobieniu). Rysunek Wernera pojedynczego segmentu korony i króla w koronie z 1764 r., oraz inny rysunek  „Korony Chrobrego” (niestety też czarno-biały), przedstawiają koronę w początkach panowania Stanisława Augusta (czyli bliższą stylowi z czasów Władysława Łokietka). Późniejszy obraz Bacciarellego, przedstawiający Chrobrego w koronie, lecz już po jej najnowszym „ozdobieniu”, jest ostatnim wizerunkiem korony, wykonanym krótko przed pruską grabieżą.

Takie i inne problemy konsultował Adam Orzechow­ski z prof. Michałem Rożkiem, gdyż trzeba było rozstrzygnąć, którą wersję korony odtworzyć: Bacciarellego czy też Wernerowską. Adam Orzechowski opowiedział się zdecydowanie za wersją najbliższą legendarnej „Koronie Chrobrego” (tj. Wernerowską). Tego samego zdania był także profesor Rożek. Polska korona koronacyjna (Łokietkowa) już od początku XVI w. była zamknięta od góry dwoma obłękami ze złota, z umieszczonym na ich skrzyżowaniu globem zwieńczonym krzyżykiem. Jest to widoczne na rysunku Wernera z 1764 r. pokazującym te obłęki. W momencie swego powstania korona jednak nie była zamknięta.

„Odtworzona korona – mówi Adam Orzechowski – jest dokładną rekonstrukcją, tak że zgadza się każdy szczegół, nawet najmniejszy kamyczek musiał być taki sam.” Tak jak w oryginale na jednym z kamieni zdobiących koronę wyryty został lew, a w berle umieszczono popękany szmaragd. Pomysłodawca rozpoczął pracę od gromadzenia kamieni, których poszukiwało dla niego aż kilku kolekcjonerów, ponieważ okazało się, że nie da się ich kupić u jubilerów. Następnie należało zrobić rysunki wykonawcze do każdego szczegółu. W tym celu trzeba było między innymi jeździć do Skarbca na Jasnej Górze. „Godzinami przyglądałem się tam każdemu szczegółowi, co mogło wyglądać podejrzanie” – wspomina Orzechowski. Następnie musiano pokonać problemy wynikłe przy obróbce kamieni, gdyż trzeba było je szlifować według daw­nych wzorów. Rzecz w tym, że jak już było mówione, wygląd korony się zmieniał i niektóre kamienie były umieszczone w koronie z chwilą jej powstania, a inne z rożnych przyczyn dodawano później. Zupełnie inaczej szlifowano je w średniowieczu, a inaczej w XVII czy XVIII w. Dlatego obróbka kamieni wymagała ogromnej precyzji ze strony szlifierza Jana Tołysza, który musiał długo zastanawiać się nad każdym kamieniem i czynić próby zanim poddał je szli­fowaniu. Kaja Tołysz, córka p. Jana, oprawiała perły, czego również musiała się nauczyć. Syn p. Adama – Radosław Orzechowski – oprawiał kamienie, a ojciec porównywał wyniki tej pracy ze starymi rysunkami. Część klejnotów zdobiących koronę wykonał też Paweł Mikulec. Wszystkie elementy, które budziły jakiekolwiek wątpliwości, Adam Orzechowski nieubłaganie nakazywał im poprawiać i przerabiać. Jedną z zagadek był szmaragd w kształcie tarczy, na którym widniał, wspomniany już wyżej wizerunek lwa. Niestety prócz  informacji, że taki kamień był w koronie, nie było nic, co mogło by dopomóc szlifierzom. Dzięki Andrzejowi Hildebrandtowi z „Loriki” i Jackowi Szymańskiemu z „Bractwa Miecza i Kuszy”, którzy pomogli w szukaniu średniowiecznych  przedstawień lwów, można było odtworzyć przypuszczalny wygląd kamienia i z pomocą mikroskopu wyrytować lwa. Pomoc w uzyskaniu odpowiednich kamieni okazała Barbara Bezkorowajny-Niemiec i Jan Świderski. O przypuszczalnym pochodzeniu kamieni w oryginalnej  koronie wypowiedział się inż. geolog Andrzej Bezkorowajny. Ogrom pracy wykonał metaloplastyk Józef Walczyk, który wykuł  korpus korony oraz wykonał berło i jabłko królewskie. Jako konserwator zabytków wniósł też wielką pomoc w wykonanie projektów i rysunków. Wykonaniem niezbędnych odlewów zajął się złotnik z Nowego Sącza, Stanisław Nowak.

Twórcy repliki polskich insygniów koronacyjnych.

Dzięki pracy i uporowi paru osób korona była w końcu gotowa.  Adam Orzechowski twierdzi jednoznacznie, że jej odtworzenie stało się możliwe dzięki pracy dwóch pasjonatów, profesorów – historyków sztuki: z Krakowa Michała Rożka i z Warszawy Jerzego Lileyki. Całymi latami przeszukiwali oni archiwa i muzea. Odnaleźli wyniki lustracji (spisu inwentarza) Skarbca Wawelskiego z 1730 r., który dał opis każdego, najmniejszego nawet kamienia. Profesorowie przeanalizowali dokładnie rysunki Wernera i Bacciarellego – malarzy portretujących Stanisława Augusta w insygniach koronacyjnych. Wydali na ten temat książki, które ukazały się w 1987 r. (Jerzy Lileyko, Regalia polskie, Warszawa 1987 r. i Michał Rożek, Polskie koronacje i korony, Kraków 1987 r.). Książki te stały się głównym źródłem informacji dla Adama Orzechowskiego i zespołu którym kierował.

Na pokaz gotowej już korony p. Adam zaprosił prof. Rożka, który stwierdził: „ To świętość. Korona powinna trafić na Wawel, tam jest jej miejsce”. Prof. Lileyko widział duże kolorowe zdjęcia, jakie p. Orzechowski mu wysłał. Ocenił, że według niego korona jest taka sama jak oryginał.

Do kompletu regaliów Adam Orzechowski odtworzył też berło królewskie i jabłko, uwiecznione na rysunku Wernera z 1764 r. Zachowały się do tego szczęśliwie rysunki dokumentacyjne.

W sumie współczesna replika insygniów koronacyjnych polskich monarchów kosztowała Adama Orzechowskiego „troszkę pieniędzy” i dwa lata żmudnej pracy, a także wiele studiów i konsultacji, które p. Adam skrupulatnie wykonał. Oryginalną „Koronę Chrobrego” z jej wierną kopią symbolicznie połączyły pruskie monety, które nabył Orzechowski. Jest bardzo prawdopodobne, że zawierają trochę złota z pierwszej korony...

10 listopada 2003 r. w Muzeum Okręgowym w Nowym Sączu po raz pierwszy pokazano publicznie replikę tzw. „Korony Chrobrego”.

Powyższy tekst opracowano między innymi na podstawie publikacji dr Janusza Miniewicza zatytułowanej Tajemnica polskich koron – Czy jest szansa ich odnalezienia?, Nowy Sącz 2006 oraz książki prof. Jerzego Lileyko Regalia polskie, Warszawa 1987. Korzystano również z doniesień prasowych i ustnych relacji p. Adama Orzechowskiego.

Powót do góry